„Coś się kończy, coś się zaczyna”

Ah ta codzienna rzeczywistość, każdego dnia nieustannie ścigam się z czasem. Nie ma kiedy w sufit popatrzeć, a gdy wypijam herbatę jest już zimna. Zaraz powiecie, że narzekam, ale nic z tych rzeczy, kompletnie nie lubię się nudzić. Szkoda tylko, że ten natłok obowiązków spowodował że ostatni wpis na blogu opublikowałem ponad tydzień temu. Pora więc abym to nadrobił:)

Kibice Motoru mają już dwa mecze za sobą – pucharowy z Lublinianką i ligowy pojedynek z Tomasovią Tomaszów Lubelski (obydwa rozegrane na własnym stadionie). Oba te spotkania zapadną mi na dłużej w pamięci, bowiem na jednym, jak i drugim meczu żegnałem się z gniazdem.

Cofając się wstecz – pierwszy raz poprowadziłem doping podczas meczu z GKS Jastrzębie-Zdrój w 2009 roku. Wówczas miałem to szczęście, że mogłem uczyć się fachu od jednego z najbardziej charyzmatycznych kiboli w historii ruchu kibicowskiego na Motorze. I choć te czasy nie są tak odległe, to wszystko miało miejsce jeszcze przy al. Zygmuntowskich.

Obecnie mecze Motoru są rozgrywane na nowoczesnym stadionie. Niby nie zmieniło się wiele, bo wciąż jeździmy po wioskach a do Lublina przyjeżdżają tuzy typu Piast Tuczempy, czy Wólka Pełkińska. To jednak nowy stadion pozwala nam czasem zapomnieć, że nasza drużyna gra na IV-ligowym poziomie. Ciekawym spostrzeżeniem jest fakt, że z każdym rokiem będzie przybywać nam nowych kiboli, znających stary stadion jedynie z opowieści. I w tym miejscu pozwolę sobie przywołać tytuł jednego ze zbiorów opowiadań Andrzeja Sapkowskiego – „Coś się kończy, coś się zaczyna”..

PS. Poniżej łapcie kilka ujęć klimatycznych  z ostatniego meczu z Tomasovią.

 

 

2 myśli nt. „„Coś się kończy, coś się zaczyna”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *