151 derby Belgradu: Crvena Zvezda – Partizan Belgrad 16.04.2016

Po 150 derbach Belgradu, pojawiła się w mojej głowie myśl, aby zaliczyć komplet trzech meczów derbowych pomiędzy Crveną Zvezda a Partizanem w sezonie 2015/2016. Szybka rozmowa z moja drugą, tą ładniejsza polówką i mogłem wyczekiwać kolejnych emocji. Jednak do samego końca rundy zasadniczej termin 151 derbów nie był jeszcze znany.

W niedziele wieczorem zaprzyjaźniony kibic warszawskiej Legii, który wyjechał na półroczną delegację do Belgradu ( ten to ma szczęście)  napisał mi, że najbliższe derby na 90% odbędą się 16 kwietnia (sobota). Następnego dnia z samego rana odezwał się kolejny znajomy, tym razem z Delije, który dał mi sygnał aby bukować hostel  i zaopatrzyć się w bilet. W czwartek pogoda w Londynie była typowo wyspiarska – czyli zimno, deszczowo i ponuro, ale mnie to już nie obchodziło, bowiem po 2,5 godzinnym locie znalazłem się w słonecznym Belgradzie.

Nastał piątkowy ranek, a więc był to czas ogarniania biletów na dwa zaplanowane przeze mnie spektakle. Znajomy z Delije poradził mi aby w pierwszej kolejności zakupić wejściówkę na kosza a dopiero później na Marakanę. Zgodnie z poradą, w miejscu sprzedaży biletów bylem o godzinie 9.30 ( przedsprzedaż ruszała o godz. 10:00) i już na wstępie zaskoczyła mnie długa kolejka z komuny rodem. Po godzinie wreszcie nabyłem bilet na spotkanie Crvena Zvezda – CSKA Moskwa w kosza. Pora więc było ruszać na Marakanę, po drodze minąłem serbski związek piłki nożnej starannie przyozdabiając tablicę informacyjną.

Na miejscu zastałem o dziwo niewielką kolejkę. W ten o to sposób stałem się posiadaczem biletu również na mecz Zvezda – Partizan.

Co ciekawe w trakcie mojego pobytu w Belgradzie mogłem zaliczyć jeszcze dwa, inne pojedynki m.in. FK Zemun oraz Vozdovac, ale niestety oba spotkania nakładały się na 151 derby.. Wybór mógł być tylko jeden. Mimo wszystko postanowiłem zobaczyć stadion FK Zemun, poza godziną rozgrywanych meczów. Udałem się tam popołudniu, oczywiście zostawiając po swojej wizycie kilka „pamiątek”.

W końcu nadeszła sobota. Odezwał się do mnie wspominany już Legionista, w celu spożycia w parku przedmeczowego piwka. Wraz z nim było jeszcze jego dwóch kolegów z Warszawy.

Po paru browcach ruszyliśmy na stadion, na którym znaleźliśmy się godzinę przed meczem. Z pierwszym gwizdkiem sędziego obie ekipy zarówno Delije jak i Grobari odpalili świece dymne a przy tym ruszyli z naprawdę głośnym dopingiem.

Kiedy zegar wyświetlał 35 minutę meczu, nagle na trybunie wschodniej Marakany wybucha mała awantura pomiędzy zwaśnionymi stronami. Po minucie hulanek wjechała żandarmeria i chwilowo było po zabawie.

Jednakże ta niewielka afera kibolom Delije wyraźnie nie wystarczyła, bo wraz z gwizdkiem kończącym pierwszą połowę znowu zrobiło się gorąco. Tym razem Delije swoją uwagę skupili na ochronie, którą obrzucali racami i krzesełkami. Po jakichś pięciu minutach po raz drugi w tym dniu wpadła żandarmeria, tym razem mocno obijając kilka osób z czego część zostało później zawiniętych (A.C.A.B). Jak szybko awantura wybuchła, tak po piętnastu minutach się skończyła.

W momencie gdy zaczęło się już ściemniać Partizan odpalił race, na co Delije odpowiedziało jeszcze większym racowiskiem.

I taki stan trwał już do samego końca spotkania – Delije paliło race na przemian ze świecami dymnymi. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 1-1, a ja wraz z kibicami z Warszawy udałem się na nocne zwiedzanie Belgradu..

Niedziela przywitała mnie silnym upałem, a przy stoczyłem walkę z mega kacem. W takich okolicznościach ambitne plany dalszego zwiedzania zostały odłożone na inny, bliżej nieokreślony termin. Wraz z Warszawiakami oraz ze znajomym z Delije spotkaliśmy się przy herbacie. Nic jednak z herbaty nie wyszło i skończyło się znowu na piwkach. Po paru godzinach znajomi Polacy zawinęli się, a ja zostałem sam z przedstawicielem Delije. Postanowiliśmy wybrać się na Marakanę do baru Zvezdy. Niestety pod dotarciu na miejsce okazało się, że był on zamknięty. Z braku laku poszliśmy na trening siatkarskiej drużyny Zvezdy:)

W poniedziałek znowu przywitał mnie „kaczor” oraz piękna, upalna pogoda, ale myśl o meczu koszykówki szybko postawiła mnie na nogi. Zainteresowanie owym wydarzeniem było olbrzymie, o czym świadczyła wcześniej wspomniana przeze mnie przedsprzedaż biletów. Jedyne czego mogłem żałować, to fakt, że wszystko miało się odbyć bez kibiców przyjezdnych. Na co dzień fani CSKA działają tylko i wyłącznie na sekcji hokeja i piłki nożnej. Poza tym na euroligowe pojedynki w Belgradzie obowiązuje zakaz dla kibiców gości. Na hali stawiłem się dwie godziny przed meczem. Arena była już wypełniona w 70% (pojemność hali 25 tys.).

Już na samym początku Zvezda dała swój wokalny popis umiejętności. Szczerze to nigdy do tej pory nie słyszałem nigdzie tak głośnego dopingu. Przez cztery kwarty fanatycy Zvezdy śpiewali jedynie cztery pieśni, ciągnąc każdą z nich po ok. 10 minut. Doping po prostu miazga! Jedyne czego zabrakło, to pirotechniki, ale jak tłumaczył mi później znajomy – na koszu odpalenie piro jest bardzo nieopłacalne z uwagi na olbrzymie kary finansowe dla klubu.

Niestety nadszedł wtorek i trzeba było wracać z powrotem do szarej rzeczywistości. Podsumowując mecz na Marakanie, emocje jak zawsze na najwyższym, kibicowskim poziomie. Chociaż po obu stronach zabrakło opraw, to odpalana pirotechnika, jak i samo awanti rekompensowały wszystkie, inne braki. Jeśli chodzi o koszykówkę to bylem na niej po raz pierwszy i wciąż brakuje mi słów aby określić swój zachwyt. Doping 23 tys. fanatyków, skaczących w jednym rytmie zapamiętam do końca życia..

Na koniec chciałem podziękować swojej Żonie za udzielenie wsparcia finansowego (bez niej zobaczenie trzech derbów byłoby niemożliwe) oraz R. z Warszawy i D. z Delije za pomoc w ogarnięciu biletu na kosza!

Więcej zdjęć:

 

2 myśli nt. „151 derby Belgradu: Crvena Zvezda – Partizan Belgrad 16.04.2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *