„Trudny żywot piłkarza”

trudny_zywot_pilkarzyWszyscy kibice piłkarscy jeżdżą za swoimi klubami i dopingują grających w danym zespole piłkarzy. Jednak, gdy zapytamy o zdanie na temat piłkarzy, to większość fanatyków nie powie nic dobrego o facetach, którzy wkładają ukochane dla nich barwy, a będzie wielu takich, którzy użyją kilku mocniejszych słów, by wyrazić swoje „uwielbienie” dla przedstawicieli tej profesji.

Z czym się kojarzy „typowy piłkarz”? Włosy na żel, mnóstwo pieniędzy i ładna kobieta przy boku oraz ubranie takie, że od samego patrzenia przykro się robi, a sama myśl, że mógłbym mieć to na sobie wprawia w jeszcze gorszy, depresyjny stan. Z tym się kojarzy i pewnie to samo powiedzieliby zwykli ludzie na temat hierarchii wartości wśród piłkarzy. Co jest najważniejsze? W teorii – trening, najbliższy mecz, cel na cały sezon oraz plan na karierę. Praktyka – podpisać dobry kontrakt, a dobry to taki, który gwarantuje pieniądze niezależnie od ilości minut, wszak „czy się stoi…”. Styl chłopca, czyli jak najwęższe spodnie, które kończą się przy kostkach (jakby była powódź) oraz jakaś koszulka z dużym dekoltem a’la Jakub Kosecki. A skoro mowa o stylu i ubieraniu się, to nierozerwanie łączymy z tematem kobiet piłkarzy. Skoro jest ubieranie się „modne” oraz dużo pieniędzy przy boku, popularność, to i pojawią się dziewczyny. Co znajdę zdjęcie piłkarza ze swoją drugą połówką, to jest nią modelka albo po prostu żona piłkarza – jako zawód wyuczony…

Tyle o nich samych, a jak wygląda relacja pod tytułem „piłkarz-kibic” lub „kibic-piłkarz”? Cóóóóż, to jest temat trudny. Oczywiście są jednostki, które zawsze będą święte dla młyna danej ekipy, ale to są właśnie jednostki i to takie, które rzadko się zdarzają. A już absolutnym wyjątkiem była „Banda Świrów” czyli piłkarze Korony Kielce pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego, którzy z kibicami żyli bardzo dobrze, bo też kilka razy wstawili się za nimi po „brawurowych” akcjach świętokrzyskiej milicji.

Dwa świeże przykłady, które tylko utrzymają stosunek kibiców do piłkarzy i go jeszcze pogłębią:

Bartłomiej Drągowski i jego cyrk w Gdańsku. Mecz Lechia Gdańsk-Jagiellonia Białystok i golkiper gości zostaje rzucony zapalniczką, która leci z młyna. Tak gwoli ścisłości do dzisiaj nie wiadomo czy faktycznie dostał, czy tylko w jego kierunku leciała. To i tak bez różnicy, bo nawet jeśli dostał, to przecież powinien wziąć ten mały przedmiot i go wyrzucić za boisko. Ale nie… Drągowski zaczął udawać, jak to wielce boli go łokieć i jaką krzywdę zrobili mu kibice biało-zielonych, a po meczu jeszcze sam się przyznał, że specjalnie udawał, żeby wytrącić z równowagi strzelającego rzut karny. Koniec końców Jaga przegrała 1:5, a młody bramkarz ekipy z Białegostoku ośmieszył się na tle całej Polski;

1 marca w Kielcach miało dojść do wyczekiwanego meczu: Korona-Wisła. Wyczekiwany, bo pierwszy raz po siedmiu latach na obiekcie w Kielcach mieli pojawić się sympatycy Białej Gwiazdy. Do meczu nie doszło ze względów pogodowych i słabej murawy, ale tydzień później, już w normalnych warunkach, spotkanie normalnie zostało rozegrane. Po raz drugi w środku tygodnia, więc siłą rzeczy musiało się to w jakimś stopniu odbić na frekwencji Wisły na tym wyjeździe. Tuż przed nim na profilu fejsbukowym Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków pojawił się wpis na temat wyjazdu do Kielc.

Informacyjnie dodamy, że zapytaliśmy piłkarzy Białej Gwiazdy czy jako drużyna nie chcieli by wesprzeć finansowo wyjazdu kibiców, którzy musieli przez odwołanie meczu ponieść podwójne koszta za przejazd. Zawodnicy nie wyrazili chęci.

Cóż, taki wybór grajków. Uczciwie trzeba przyznać, że w końcu ich pieniądze i wola lub jej brak w tym przypadku. Z drugiej strony czy wiele by stracili? Nie wiem ile dokładnie piłkarze Wisły zarabiają, ale domyślam się, że mimo ostatnich kłopotów, dalej można tam godnie się obłowić. Taki Brożek czy Głowacki spokojnie mogą liczyć na kwoty powyżej 50-60 tys. złotych miesięcznie, a nawet byle średniak spokojnie skasuje 15 „koła” za miesiąc. I teraz pojawia się pytanie: czy naprawdę szkoda im było raz na rok wydać kilka stów na głowę i mieć spokój? Załóżmy, że taką zrzutkę zrobiłoby 20 piłkarzy pierwszej drużyny, może ktoś ze sztabu szkoleniowego i każdy dałby po 500 złotych. Dla przeciętnego śmiertelnika sporo hajsu, ale dla kogoś, kto zarabia kilkanaście koła miesięcznie, to niewiele. I lekką ręką licząc wychodzi 10 tysięcy, a to już znacząca kwota przy takim wyjeździe, bo albo x osób pojechałoby za darmo, albo miała tańszy wyjazd. Jednorazowo kwota wyjazdu meczowego nie jest spora, ale gdy pomnożymy to przez 18-19 wyjazdów w sezonie(zależy od miejsca w zasadniczej fazie sezonu w Ekstraklasie) wyjdzie nam niemała kwota. A dodajmy do tego fakt, że wyjazdy w E-klasie trochę różnią się od naszych wojaży. Dla nas 230 km do Krosna było najdalszym wyjazdem w sezonie, a dla kibiców Wisły wyjazdy do Gdańska, Szczecina, Poznania czy Białegostoku to kilkukrotnie dłuższe eskapady.

Piłkarze mogli zyskać wiele, a przede wszystkim spokój. Grają cienko, są w strefie spadkowej, więc niewykluczone, że za chwilę na którymś z treningów pojawi się delegacja kibiców, a wtedy znowu będzie płacz w mediach, że kibole zastraszają biednych piłkarzy. A tak, można było wesprzeć wyjazd, niejako rehabilitując się i wynagradzając słabe występy, a przy okazji dziękując za doping i wsparcie, które mają na meczach.

Ostatnio głośno było także o sytuacji we Wrocławiu po derbach Śląsk-Zagłębie. Piłkarze Śląska po raz kolejny słabo się zaprezentowali i osoby decyzyjne zdecydowały się odebrać grajkom barwy. Pech chciał, że trafiło m.in. na Mariusza Pawelca czyli zawodnika, który od wielu lat gra w Śląsku, zdobywał mistrzostwo oraz jest jednym z tych, którzy zawsze zostawiają zdrowie na boisku.

I tutaj duże brawa dla naszej zaprzyjaźnionej ekipy, bo przyszła refleksja i w Gliwicach po meczu z Piastem, Mariusz Pawelec został przeproszony, odzyskał koszulkę, a cała sprawa została wyjaśniona. W tej sytuacji spodobało mi się nie tylko to, że załagodzono spór z grajkiem, któremu należy się lepsze traktowanie, ale przede wszystkim przyznanie się do błędu. W dzisiejszych czasach – nie tylko kibicowskich – przyznać się do błędu jest sztuką, którą potrafi mało kto.

3 myśli nt. „„Trudny żywot piłkarza”

  1. Co ma sytuacja w Gdańsku do stosunków Drągowskiego z kibicami ? Bartek to jeszcze młody i niedoświadczony chłopak ale za to charakterny Jagiellończyk z krwi i kości który kibicom nie odmawia pomocy . Sam przecież jest jednym z nich…

    • Wiem, że kibice Jagiellonii nie mogą powiedzieć złego słowa o Drągowskim, ale mi chodziło bardziej o ogólny odbiór piłkarzy ze strony kibiców. Dla mnie to było żałosne zachowanie bez względu na barwy w jakich on występuje, a tym bardziej nie chciałbym, żeby jakikolwiek zawodnik Motoru zrobił coś takiego, bo tylko ośmieszy klub.
      Normalny człowiek, gdyby dostał w takiej sytuacji zapalniczką, wziąłby ten przedmiot w ręce i wyrzucił za linię końcową i zajął się grą, a takie zachowanie tylko utwierdza kibiców w przekonaniu, że piłkarz to specyficzny rodzaj człowieka, choć jak wiemy są jeszcze wyjątki, które ratują całą profesje.

  2. Piłkarzyki pajacyki, ale robią nam wyniki. Bez względu na to, czy kochamy ich czy nienawidzimy, to oni decydują o tym czy będziemy grali na najwyższym poziomie, czy też zwiedzali same wiochy. Piłkarz to zawód i swojego zdania nigdy nie zmienię, a że my wymagamy od nich wyników… to już jest inna sprawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *