„Tego jeszcze nie grali” – Koncert Tau. Lublin 07.02.2016

tauNiekiedy mam wrażenie, że wiek przysłowiowego zgreda czai się na mnie tuż za rogiem. By złagodzić ten lęk, zaczynam powtarzać sobie, że trójka z przodu jest niczym w porównaniu do tego co przeżył mój śp. Dziadek, a latał po globie przeszło 96 lat i niemal do ostatnich swoich dni poruszał się o własnych siłach! Lecz po co mi sięgać do zjawisk astronomicznych, skoro i tak za chwilę jakiś młodszy koleżka po szalu odpowiednio doda mi otuchy. Dla takich już zawsze będę zgredem:)

Kilka tygodni temu po długim oddawaniu się najpopularniejszej sztuce dla zgredów, czyli domatorce postanowiłem wreszcie wyjść z domu. Przy tej okazji zawitałem do klubu Graffiti, w którym swoją nowo wydaną płytę promował Tau, raper niegdyś znany pod innym pseudonimem – Medium. Już na wejściu do klubu zdało mi się, że będę jednym z najstarszych uczestników eventu. Ale spokojnie, nie będę się dłużej rozczulał nad swoją trójką, w tym przypływie egzystencjalnych rozkmin akurat nie mój licznik jest najistotniejszy, ale roczniki osób przybyłych na koncert, które niejednokrotnie były młodsze od mojego o kilkanaście lat. Paradoks tego obrazu polega na tym, że kilkanaście lat temu znacznie częściej bywałem w klubie Graffiti. Wówczas interesowały mnie huczne imprezki ku chwale rogatego – lubiłem ciężkie brzmienia, polewanie świńskiej krwi na przemian z keczupem, pijane laski otępione czernią i co najsmutniejsze odwracanie krzyża. Kiedyś w tym o to miejscu, czyli w klubie Graffiti działo się to na moich oczach. A teraz pojawiłem się na koncercie gościa, który w wyżej wspomnianych czasach byłby dla mnie jakimś pomyleńcem.

Impreza rozpoczęła się z godzinnym opóźnieniem. Przed Tau zagrało kilku innych raperów wielbiących Boga, wszakże nie wzbudzili oni u mnie większego entuzjazmu. Przejdę zatem do sedna. Początkowe wejście głównego bohatera nie należało do spektakularnych, a wręcz zdało się nieudane. Wyraźnie było widać, że Tau nie ma w pełni opanowanych tekstów z najnowszego stuffu. Mimo to potrafił umiejętnie te braki skrywać, a z każdym, kolejnym kawałkiem radził sobie coraz lepiej. Oprócz utworów z Restauratora można było usłyszeć dźwięki znane z poprzedniczki, zagrane w wielkim skrócie, za to z konkretnym powerem. W połowie koncertu doszło do niesamowitego zdarzenia. Tau postanowił powtórzyć cuda Boże z dnia poprzedniego (koncert w Warszawie) i sprowokował publiczność, by ta podzieliła się swoimi świadectwami wiary. W ten o to sposób, w Graffiti, klubie z ponad 20-letnią historią, gdzie niejednokrotnie machano tam łbami dla rogatego, nagle ludzie zaczęli wchodzić na scenę i nawijać o Bogu. Widok zrezygnowanego pana od spraw technicznych, co rusz latającego do baru po browar był odpowiednim do tego komentarzem. To było istne szaleństwo he he. Tego po prostu jeszcze nie grali..

Właściciele klubu Graffiti raczej nie będą zaliczać tej imprezy do udanych. Nie dość, że zanotowano niską frekwencję (100 osób?), to jeszcze przybyłe towarzystwo okazało się wyjątkowo niskoalkoholowe. Ponadto cały gig wydłużył się do 2:00 w nocy. W jakże odmiennych nastrojach musieli być sami uczestnicy, a przyznaję, że atmosfera była iście duchowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *