Újpest – Ferencváros 11.09.2010 – Derby Budapesztu

Na początku września odwiedziliśmy Budapeszt z racji mających się odbyć derbów Ujpest-Ferencvaros. Mecz pomiędzy tymi dwoma klubami, to zdecydowanie największe kibicowskie wydarzenie w tym kraju. Szersza relacja, ze szczegółami podróży, ukaże się w najnowszym TMK+, nie będę się zatem dublować, natomiast specjalnie dla UF postaram się opisać, węgierską specyfikę kibicowską, tak jak my ją odebraliśmy.

Na pierwszy ogień pójdą klimaty chuligańskie. Nie ma co owijać w bawełnę, Węgry to w tym względzie nie Polska, i nie ma ta aż takiego poziomu agresji, jak w kraju nad Wisłą. Chociażby takie krojenie barw, praktycznie na co dzień nie ma czegoś takiego. Z tego co wiedzieliśmy Ferencvaros ma bardzo solidną ekipę, aczkolwiek do polskiej czołówki to jednak sporo im brakuje, zwłaszcza jeśli chodzi o młodych, bo starszą ekipę, którą udało się zobaczyć w szarpaninie z psami, oceniam bardzo wysoko. Co potwierdzałoby to, co mówili kibice Ujpestu, że w latach 90-tych na Węgrzech dochodziło do bardziej konkretnych dymów niż teraz. Może ekipy były wtedy bardziej zdeterminowane, kto wie…Na tle Ferencvarosu fani Ujpestu prezentowali się (przynajmniej wizualnie i liczbowo) nieco słabiej od rywali zza miedzy.

Ultraska. W samych prezentacjach szału jakiegoś wielkiego rozmachu nie było, nieco bardziej pomysłową oprawę przygotowali Fradi. Za to doping dużo lepszy po stronie Fioletowych, wprawdzie pomógł wynik (6-0), niemniej robili dobre wrażenie. W żywiołowym dopingu i nieco spontanicznej atmosferze na stadionie, zapewne pomógł alkohol, który można swobodnie kupić na stadionie (piwo), po bardzo przystępnej cenie. Wśród gospodarzy widać było sporo osób na gazie, jednak pomimo tego w zdecydowanej większości trzymali fason. Podczas derbów odpalono duże ilości pirotechniki, brylowali w tym, z wiadomych względów, zwłaszcza miejscowi, Fioletowi odpalili ponad 150 rac. W odróżnieniu od kraju nad Wisłą, za odpalenie racy nie grozi zakaz stadionowy, ani żadne inne problemy, o ile nie rzuca się piro na murawę. Może być normalnie? Może.

Ogólnie, na Węgrzech klimat kibicowski jest nieco bardziej lajtowy niż u nas. Jest sporo napinki, szczególnie wyzywania się od Cyganów, ale takiego ciśnienia na przeciwnika, jak np. podczas derbów Krakowa czy Łodzi z pewnością nie ma. Niemniej ma to swój urok;) Ostatnia rzecz, o której muszę wspomnieć, to nastawienie do Polaków. Jesteśmy generalnie odbierani bardzo pozytywnie, zresztą widać było, że Madziarzy żywo interesują się naszą sceną kibicowską. Wśród fanów Ujpestu zauważyć można było ciągoty pro-legijne ( widzieliśmy nawet kilku konkretniejszych Fioletowych w barwach warszawskiego klubu), po stronie Ujpestu pojawiło się kilku Legionistów, którzy zarzekali się, że są tutaj prywatnie, a Legia nie ma z Ujpestem żadnych układów. Hehe, oficjalnie zapewne nie;)

Generalnie wyprawa bardzo ciekawa, jak najbardziej mogę polecić wizytę u bratanków, nie tylko po to , żeby obejrzeć ciekawy kibicowsko męczył, ale również by obejrzeć urokliwe miasto, jakim jest niewątpliwie Budapeszt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *