Ze smutną wizytą w Rio de Fabrico

Kompletny brak czasu na wystukiwanie w klawiaturę wymusił kilkudniową ciszę na blogu. Pora więc abym to nadrobił i zarzucił coś dłuższego. Rio de Fabrico to miasteczko, które darzę wielkim sentymentem z dwóch powodów. 1. To właśnie tutaj poznałem swoją Żonę (mecz Chełmianki). 2. Tutaj funkcjonuje najstarszy Fan-Club Motoru.

W miniony piątek dowiedziałem się o śmierci kibica Sparty Rejowiec, który w latach 90-tych należał do zagorzałych Motorowców. Mowa o Mariuszu Ryl-Millerze. W Lublinie znany był jako Rufi, natomiast w Rejowcu mówiono na niego Ciapek. Rufi zmarł 25 marca  w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym. Żył 43 lata.. Osobiście chłopaka nie znałem, ale w kilka osób stwierdziliśmy, że trzeba pojechać do Rejowca i wesprzeć go osobistą modlitwą.

Na miejsce dotarliśmy pół godziny przed rozpoczęciem uroczystości pogrzebowych. Przed kościołem spotkaliśmy kilkunastoosobową grupę rejowieckich fanatyków. Chwila bajerki, a potem grzecznie do kościółka. Po zakończeniu Mszy Świętej cały korowód udał się w kierunku „miasta umarłych”. Droga ze świątyni na cmentarz liczyła ponad kilometr. Najpierw minęliśmy stadion Sparty i kilka Motorowych napisów, chwilę później po prawicy szliśmy z widokiem na osiedle, z którego na pierwszy plan wybijały się herby Motoru.

Na ostatnim odcinku dojście do rejowieckiej nekropolii wznosiło się lekko ku górze. Dało się odczuć, że jest to kraniec miasta i choć nigdy nie byłem na Golgocie, to może dziwnie to zabrzmi, ale przez chwilę poczułem jakbym miał ją przed sobą. Pusto, obskurnie i żałośnie. Tak w kilku słowach można streścić ten widok..

Po ostatnich słowach księdza i modlitwie wiernych, przez kilkadziesiąt sekund zapłonęło 10 rac ku czci naszego brata Rufiego.

Przy grobie złożyliśmy kwiaty, a do prochów Rufiego dołączyły szaliki Sparty i Motoru.

Widok zrozpaczonej rodziny oraz przyjaciół Rufiego nakazywał błyskawicznie się stamtąd ewakuować.

Zanim jednak wyjechaliśmy z Rio, lokalni Motorowcy przy okazji naszej wizyty oprowadzili nas po swoich rewirach. Zaowocowało to paroma fotkami grafów i napisów nawiązujących do żółto-biało-niebieskiej religii.

Bez wątpienia najpiękniejszy ze wszystkich był jednak ten mural..

Zobaczyliśmy też kilka rejowieckich „relikwii”..

WP_20160402_030

Ponadto dowiedziałem się, że poniższy napis został wykonany najprawdopodobniej ze skory od orzecha na przełomie lat 80/90. Jak widzicie oldskulowy wrzut wciąż ma się dobrze..

Rejowiec Fabryczny jest miasteczkiem oddalonym niespełna 20 kilometrów od Chełma; Prawa miejskie otrzymał dopiero w 1962 r., mimo, że pierwsza osada przypada na XIII wiek. Co ciekawe założycielem pobliskiego Rejowca był sam Mikołaj Rej, który posiadał na obszarze zajmowanym dziś przez miasto dwa folwarki. W 1876 roku nabył te dobra Krzysztof Morawski, który wybudował, istniejący do dzisiaj, murowany dwór, otoczony parkiem. Największy wpływ na rozwój urbanistyczny tych terenów miała m.in. budowa Cementowni. Obecnie funkcjonuje tylko jedna z nich i zatrudnia ok. 120 pracowników. Niegdyś, czyli jeszcze w XX wieku owe zakłady produkowały wiele tysięcy ton cementu rocznie. Tak więc wraz z rozwojem przedsiębiorstwa, korzystali na tym okoliczni mieszkańcy otrzymując stałą pracę. Dziś cementownia straszy swym widokiem. Na mnie jednak wciąż robi wrażenie..

Według Wikipedii obecnie Rejowiec Fabryczny liczy sobie 4,5 tysiąca mieszkańców, choć w praktyce jest to pewnie mniejsza liczba, bo większość młodych ludzi postanowiło poszukać szczęścia w innych zakątkach świata.

Nie mogły więc w żaden sposób dziwić pustki na rejowieckich ulicach, tym bardziej, że nasz spacer wypadł w sobotnie popołudnie. A tak prezentuje się ryneczek w Rejowcu..
WP_20160402_037

Oprócz wyrabiania cementu Rio charakteryzuje się ważną linią kolejową. Pierwsze tory i stacja powstały jeszcze w XIX wieku! Węzeł kolejowy łączy Rejowiec Fabryczny z Chełmem, Zamościem oraz Lublinem i najprawdopodobniej dzięki temu wynalazkowi Motorowcy zawdzięczają jeden z najdalej oddalonych swoich Fan Clubów.

Początki kibicowania w Rejowcu Fabrycznym przypadają na lata siedemdziesiąte. Chociaż nie można było jeszcze wtedy mówić o stricte kibicowskich klimatach, to jednak warto wiedzieć, że w tych czasach na mecze do Lublina jeździł autobus z pracownikami wspomnianej już Cementowni. Kilkadziesiąt lat później w 1993 roku rejowieccy fanatycy uszyli płótno w barwach Sparty. Zaraz po premierowej „wywieszce”, zaczęło ono pojawiać się również na meczach Motoru. Pamiętają także i z uśmiechem wspominają późniejsze lata żółto-biało-niebiescy fani z Rejowca, gdy to kibicowanie nabierało coraz większego tempa m.in. wyprawy do Sosnowca i Wrocławia. W Rejowcu zaczęły pojawiać się swetry i szaliki Motoru robione oczywiście na drutach. Od tamtego okresu kibicowanie Motorowi w Rio było pielęgnowane i przekazywane z pokolenia na pokolenie, co doskonale widoczne jest w obecnych czasach. Do dziś wielu kibiców Motoru pamięta wesołą pieśń „Sparta Rejowiec to przyszły pierwszoligowiec”.

Ś.P. Rufiego pamiętają przede wszystkim starsi kibole Motoru. Chwilę po tym jak Kolega G. dowiedział się o tej smutnej wiadomości, powiedział mi coś takiego: „o kur.. niejedno wino z nim wypiłem, on kiedyś jeździł długo na mecze, wszystko tam trzymał, był czołową postacią na Sparcie i bardzo dbał o FC Motoru, tak aby było ich jak najwięcej.  Bywało, że przyjeżdżali do Lublina w zorganizowanej grupie w ponad 50 głów i co najważniejsze potrafili się napierdalać. Gdybym jutro nie wyjeżdżał, na pewno bym pojechał z wami na pogrzeb. DOBRY CHŁOPACZYNA KTÓRY KOCHAŁ MOTOR!”

Kolega H. potwierdził powyższe słowa i uzupełnił ten opis kilkoma innymi informacjami: „Pamiętam go doskonale, bardzo sympatyczny z niego człowiek, jego mama mieszkała w Lublinie na Lubartowskiej. Na wyjazdach Motoru zaczął pojawiać się na początku lat 90-tych i jeździł na pewno do czasów spadku do III ligi. Później życie napisało mu różne, inne scenariusze, m.in. wiele lat spędził na przymusowych wczasach. Generalnie był z niego dobry chłopak. Zresztą Rejowiec zawsze uważałem za jeden z najlepszych naszych Fan Clubów i już na samą jego myśl przypomina mi się któraś z edycji Chmielaków w Krasnymstawie, kiedy to Rejowiec wiódł prym w awanturze z punkowcami.”

Po kilkugodzinnym pobycie w Rejowcu czas było wracać do Lublina, gdyż za kilka godzin miał rozpoczynać się mecz ligowy Motoru z JKS-em Jarosław. Szkoda było opuszczać Rio, zwłaszcza, że gospodarze kusili piwerkiem. Miejmy nadzieję, że kiedyś to jeszcze nadrobimy:)

Podczas wieczornego pojedynku z jarosławską drużyną, na gnieździe zawisł transparent upamiętniający Ś.P. Rufiego.

Wisiał on także kolejnego dnia przy okazji meczu Sparty Rejowiec z Unią Białopole.

 

6 myśli nt. „Ze smutną wizytą w Rio de Fabrico

  1. Smutek, Żal nic więcej tym bardziej że znałem osobiście Ś.P Rufiego i powiem Wam tak w latach 90 Lublin to był jego 2 dom i zapalonym fanatykiemy MOTORU.Duzo jeździł z nami za Motorem nie wspomnę juz o meczach w Lublinie.(*)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *